• Lawrence Durrell i ja – ostatni zwolennicy kolonializmu

    cytryny_cypruWiem, że posypią się na mnie gromy. No bo jak dzisiaj  w czasach humanitarnej politycznej poprawności można być zwolennikiem idei kolonizacyjnej, jak jakiś ciemniak, wsteczny odchyleniec i wredny typ, mający za cel permanentne gnębienie biednej ludności tubylczej, zamiast pozwolić owej ludności na dowolne praktyki ludobójcze, realizowane z zapałem na ich czarnych bliźnich, których mordują masowo – rzecz jasna bez jakiegokolwiek uprzedzenia rasowego. Co im tam zagadnienia rasowe i tak uważają się za znacznie lepszych od tych mordowanych maczetami i wszelką inna bronią nieszczęśników.

    A ileż to po takiej rzezi pretensji do białej rasy, do byłych państw kolonialnych, że nie reagują, nie wspierają zagrożonych zagładą niezależnych i samorządnych Afrykanów. nagle bierze górę postawa roszczeniowa wobec byłych kolonizatorów. No to trzeba ich było nie wywalać na zbity pysk pod pozorem realizowania wyjątkowo postępowych postulatów niepodległościowych. Teraz ta postępacka czereda nie kiwnie nawet małym palcem u nogi stając twarzą w twarz z milionami mordowanych i z ich katami. Pies z nimi tańcował. Pewnie dlatego Lawrence Durrell i ja pozostaliśmy ostatnimi, ale nader szczerymi zwolennikami kolonializmu, a nawet więcej – zwolennikami powrotu kolonializmu do łask.


  • I dlaczego lubię Christiana Jacq’a?

    egipski_sedzia2Ten francuski autor napisał wiele książek, lekkich w czytaniu powieści, których najczęściej sensacyjna akcja rozgrywa się w starożytnym Egipcie (m. in. rzecz w pięciu tomach pt. “Ramzes”, trylogia “Egipski  sędzia”).  I dlaczego tak mi się podoba jego pisanie mimo, żem wychowany na niezwykle specyficznej literaturze iberoamerykańskiej, na Witkacym, Ionesco, Arrabalu, Becketcie.  I nagle rozpływam się nad lekkim piórem Francuza, nad sensacyjną intrygą sprzed tysiącleci, nad starożytną, wydawałoby się, fikcją.

    Otóż w powieściach i nowelach realistycznych zwracam baczną uwagę na tło – na szczegóły, stanowiące tło, a zarazem dające cały charakterystyczny smak, który czyni czytelnika usatysfakcjonowanym świadkiem fabularnych wydarzeń. Christian Jacq zaprasza nas na taki smaczny poczęstunek, przyrządzany ze znawstwem wytrawnego mistrza. Mamy wszak do czynienia z profesjonalnym egiptologiem, badaczem epoki Ramzesa Wielkiego (dyrektor Instytutu Ramzesa w Paryżu).

    Jako czytelnik lubię wiedzieć, co naprawdę sie dzieje  w kolejnych odsłonach powieści, co naprawdę robią bohaterowie opisywanych wydarzeń. Jeśli siadają do posiłku, to wolę mieć świadomość (taką historyczną i czytelniczą) na czym siadają (klepisko, mata, zydel, krzesło, ława, skrzynia itp), przy czym siadają (mata, jej brak, a miseczki trzymane są w rękach, stół, ława itp), co jedzą (jakiś rodzaj pieczywa, mleko, owoce, charakterystyczne dla danej strefy klimatycznej, ich przetwory, mięso (suszone, wędzone, pieczone itp) i ogólnie oraz szczegółowo i tak dalej, i tak dalej. Tak i ja osobiście dopiero wtedy wiem, co się naprawdę dzieje i dlaczego tak się dzieje, a nie inaczej. Brak wspomnianego tła męczy mnie okrutnie, dezorientuje i właściwie nie wiem, jaki czas i miejsce chciał autor wzbogacić akcją fabularną.

    Nie mam zresztą na myśli jakichś potężnych, rozbudowanych do znudzenia opisów. Wystarczą umiejętnie serwowane delikatne akcenty urealniające sytuację. Oto jeden z bohaterów chce się, po prostu, napić czyli ugasić pragnienie. Ileż przy okazji możemy się dowiedzieć, jeśli napić daje mu się profesjonalny egiptolog, obdarzony talentem narracyjnym:

    “Bel-Tran sięgnął po dzban zatkany korkiem z limona i wstawiony w dziurę deski na stojakach. Powleczony gliną doskonale konserwował piwo. Wyjął korek, włożył do naczynia rurkę z filtrem eliminującym ewentualne zanieczyszczenia i z rozkoszą popijał świeży  łatwo strawny płyn”

    Albo tak, przy okazji, po napiciu sie piwa, rzuca okiem na żonę, kończącą właśnie toaletę:

    “Właśnie na twarz natartą oliwą z greckiego kopru i pudru z alabastru nakładała maseczkę piękności z czerwonego natronu i soli z północy. Na ustach miała szminkę z czerwonej ochry, a wokół oczu zielone cienie. (…)

    – Podaj mi moją najpiękniejsza perukę.

    Bel-Tran nacisnął w starym kufrze z libańskiego cedru guzik z masy perłowej. Wyjął stamtąd perukę z ludzkich włosów, a Silkis tymczasem podniosła pokrywę toaletowego nesesera, by wyjąć perły i grzebień z drzewa akacjowego.”

    Jeśli ktoś mi napisze, że grupa ludzi siadła i spożyła posiłek, rozmawiając o poważnych zagadnieniach życia i śmierci, to jest trochę tak, jakbym żadnej informacji nie otrzymał. Inaczej rozmawia się o zdrowiu, chorobie, życiu i śmierci jedząc np kiszone ogórki i grzybki w occie oraz smażony boczek, a inaczej traktuje się owe zagadnienia, zakąszając gotowanymi warzywami i gotowanym kurczakiem, popijając cienką herbatką.

    Christian Jacq w jednej ze swoich powieści (a czyni to dość często) tak opisał posiłek podczas spotkania towarzyskiego:

    “Pieczone gęsi i wołowinę z rusztu podawano na srebrnych półmiskach, najlepsze wina nalewano do importowanych z Grecji czarek. Niektórzy goście siadali na poduszkach, inni wybierali krzesła. Balet sług nieustannie zmieniał alabastrowe talerze. (…) Kucharz Bel Trana był wirtuozem w wykorzystywaniu ziół. Tak znakomicie połączył smak rozmarynu, kminku, szałwii, anyżku i cynamonu, że uznano go za naprawdę szlachetny”.

    Albo:

    “Siedząc na pierwszorzędnej jakości matach zajadali słodka cebulę, ogórki, bób, pory, suszoną rybę, pieczone żeberka wołowe, kozi ser, soczyste melony i ciastka polane sokiem z owoców drzewa świętojańskiego. Dania te popijano czerwonym winem o wonnym bukiecie”.

    I jeszcze raz i bardzo, bardzo jeszcze razzzzz:

    “Zajęli miejsca na giętych krzesłach. Przed każdym z nich stał niski stolik, na którym służący ustawili półmiski pełne wiktuałów. Kucharz przygotował pyszne kawałki, pieczonej w glinianych garnkach o zaokrąglonym dnie oraz ptactwo z rożna. Obok świeży chleb, masło z greskim koprem i kminkiem bez soli i wody, przechowywane w chłodnej piwnicy, aby nie ściemniało. Do mięs podano zielony groszek i sos z cukinii”.

    Kto może mieć jeszcze wątpliwości, dotyczące odpowiedzi, dlaczego lubię Christiana Jacq’a?

     

    til Kulturen , foto Steen Wrem.  13.09.00  forfatteren Christian Jacq